2012-03-29, 20:00„This is EPIC”

Cztery pierwsze dni jazdy w Absa Cape Epic 2012 dały 408 kilometrów i 7800 metrów w pionie. Zwracałem już kiedyś uwagę na to, że jest to ponad połowa dystansu – zostaje jeszcze 373 km, ale przewyższenia będzie do pokonania więcej 8500 m. Na krótszym o 10% odcinku, 10% więcej podjazdu. Krótko mówiąc, będzie trudniej. Wolniej i bardziej stromo. A narastające zmęczenie? Przez pierwsze dni trochę o tym zapomnieliśmy…

sportograf-24490412_400Średnie prędkości, jakie uzyskiwaliśmy na pierwszych etapach i tak nas zaskoczyły. Nie przypuszczaliśmy, że średnia z esencji wyścigu, tzn. sześciu środkowych etapów, wyjdzie na poziomie 6 godzin! Czasówka (27 km i 900 m w pionie) nieco nakreśliła nam jak będzie wyglądało podłoże. Jej trasa była fantastyczna, wymagająca pełnej koncentracji, przez co jechało się ciekawie, bez odliczania kilometrów. W głowie przeżywaliśmy to, że wyścig ruszył. Po starcie rzuciłem do Arka: „Zaczęło się, jedziemy Epica!” Przelatujące nad głową helikoptery i mnóstwo kibiców wzdłuż trasy potwierdzało prestiż etapówki. Jadąc zachowawczo zajęliśmy 44 miejsce i 55 open, tracąc do sektora A około 30 sekund, ehh. Późniejsza godzina startu w prologu i transport z Meerendal do Robertson spowodowały, że z ogarnięciem się po wyścigu zeszło do wieczora. W dodatku nasze rowery długo nie dojeżdżały i dopiero po masażu i kolacji mogliśmy zacząć z nimi działać. Arek oddał do serwisu nowy tłumik w Leftym, który wymagał wymiany jakiejś części. Ja wymieniłem wyrwany nypel, później przy sprawdzaniu czy wszystko gra do wymiany poszedł jeszcze hak przerzutki i zakrętka kasety. Co chwile przypominaliśmy sobie, że do danej godziny trzeba coś zrobić, np. oddać bidony na Waterpoint 2. Chwilę zajęło nam poznanie funkcjonowania obozu, ale na każdym kroku byliśmy pod wrażeniem ogromu organizacji. Ot chociażby sześć stanowisk wydawania posiłków, przez co kolejek praktycznie nie było, a obsługa informowała kuchnię, co i gdzie się kończy i natychmiast uzupełniano.

dsc01625_640

sportograf-24426347_400Jeszcze trochę zestresowani, kolejnego dnia przystąpiliśmy do pierwszego etapu z rezerwą. Namierzaliśmy pierwsze teamy, ale z rozwagą realizowaliśmy ucieczki i ataki. Upał i inne podłoże nade wszystko dawało się nam we znaki i to z nim najbardziej walczyliśmy przez 5 i pół godziny, bo w tyle pokonaliśmy 115 km i 2350 m w pionie. Zajmujemy 30 miejsce w kategorii i 38 open, dzięki czemu w klasyfikacji generalnej wskakujemy na 31 i 39 open. Wieczorem przeglądając rowery zauważyliśmy kolec w oponie… jeden, drugi, trzeci… W moim tylnym 7, z przodu 5, z czego 4 naprawdę spore. Co robić?! Nawet nie mamy tyle łatek, żeby to podkleić. Ciśnienie jest w porządku. Wyciągam mniejsze kolce - płyn uszczelnia. Na szczęście to samo udaje się z większymi. Czy się nie rozszczelnią, okaże się jutro. Oponę do zmiany mamy tylko jedną, a to dopiero 150 km wyścigu. „This is Epic”.

sportograf-24468283_400Drugi etap to już większa swoboda, kojarzymy teamy. Dystans dłuższy – 119 km, ale mniej przewyższenia - „tylko 1650 m”. Wiemy, na co kogo stać. Wyścigi parami mają swój dodatkowy smaczek. Trzeba pracować na słabszego w danym dniu. Pod tym względem znamy się już bardzo dobrze. Rozkład sił był taki, jak co roku, choć teraz, ze względu na pracę zawodową Arka, różnica była większa. Dlatego tym bardziej trzeba było myśleć. Dwa wcześniejsze dni przejechałem swobodniej, dlatego na tym etapie czując jak noga wyrywa do przodu za bardzo wyeksploatowałem Arka. Za każdym razem oczywiście starając się maksymalnie ulżyć, tzn. wziąć pełne bidony, w szerszych miejscach trasy podepchnąć za plecy lub dać chwycić się za ramię. Atak był jak najbardziej przemyślany, miał przynieść znaczący efekt;). Wykorzystaliśmy do tego zawodników (nr startowy 17), którzy nadrabiali stratę po gumiesportograf-24440560_400. Jednym konkretnym szarpnięciem nie pociągnęliśmy za sobą niepotrzebnego ogona. Podjazd był długi i wyczerpujący. Niestety przerwy pomiędzy ściankami były za krótkie dla mocno zakwaszanych mięśni Arka. Z grupy poszło kilka ataków za nami, między innymi pierwszy team Mixa – Contego. Złapali nas po kilku kolejnych kilometrach. Umówiliśmy się, że ja będę pracował, a Arek złapie trochę oddechu z tyłu. Jednak jego mocne zaangażowanie w jazdę spowodowało błąd w odżywianiu i na 20 kilometrów przed metą, Arek zaczął słabnąć. Musieliśmy zwolnić. Kończymy na 35 w kategorii i 42 open. Mimo to, w generalce dwa oczka w górę. Teraz sprawdzam miejsce z checkpointu przed 100 kilometrem – 30 open!  Trochę przeholowałem, niemniej emocje z rywalizacji na całym etapie były super, a to pamięta się najdłużej. „This is Epic”.

sportograf-24387055_400Czwartego dnia mieliśmy 147 kilometrowy etap, postanowiłem nie podkręcać tempa, jechać tak, by zaoszczędzić jak najwięcej energii. Przypilnowany aspekt regeneracji i długi sen pozwoliły Arkowi wrócić do sił. Nauczony wcześniejszym dniem regularnie uzupełniał płyny i wcinał energy bary. Suma przewyższeń tego dnia była największa w tegorocznym wyścigu - 2900 m, w dodatku w większości w drugiej połowie trasy! Na 70 kilometrze rozpoczynamy drugi długi podjazd. Atakuje pierwszy team kobiecy – Wheels4life. Arek mówi mi, żebym nie zaciągał za nimi, jechał spokojnie i nie stresował go. Z dużej, około 40 osobowej grupy jedziemy jako drugi team. Bliżej szczytu widzę, że Arkowi jedzie się dobrze i zbliża się do pierwszych kobiet. Chcę to wykorzystać i zaczynam mu pomagać. Grupę zostawiamy z tyłu. Warto zwrócić tu uwagę na fakt, że jazda z tyloma osobami wiąże się z dużym ryzykiem. Widoczność jest mała, kurz zasłania drogę. Cały czas jedzie się na czuja i szybko reaguje na przeszkody. Tak było na wcześniejszym zjeździe, kiedy na zakręcie wyłoniły się po zewnętrznej konkretne głazy. Krzyknąłem do Arka: „Uważaj!”, gdy do mnie dojechał odpowiedział: „Noooo, to był jeden ze skoków życia!”. Jeżeli uda się oderwać od takiej grupy i nie pociąga to za sobą dużej eksploatacji organizmu na pewno ma to duży plus. Wiedzieliśmy też, że zaraz będzie kolejny podjazd. Najdłuższy na trasie, a na nim grupa skurczy się do kilku małych i nie będzie mieć takiej siły. Zdecydowanie była to dobra decyzja i odpowiedni moment na atak. Arek pilnował się do końca dnia i pomimo 6 i pół godziny jazdy nie zanotowaliśmy żadnego dołka, kryzysu. Najdłuższy etap, jak do tej pory, był dla nas najlepszy – 26 miejsce w kategorii i 32 open. Różnice czasowe pomogły wspiąć się w generalce na 28 miejsce w kategorii i 34 open, taką tendencję chcemy utrzymać! Do tego wjazd na metę jakiego chyba nie miał nikt;) Takim gestem zaowocowała pomoc najlepszemu kobiecemu Teamowi na trasie.

sportograf-24386663_640


Wszystkie artykuły:

Planowanie TANKSTELLE
(2011-05-31, 20:00)
Planowanie TANKSTELLE
Poniedziałek obudził nas słoneczną pogodą. Jeszcze sobie pozwoliliśmy odespać weekend, ...
więcej
Dzień wyjazdu i przyjazdu – 27-29.05.2011
(2011-05-30, 11:00)
Dzień wyjazdu i przyjazdu – 27-29.05.2011
Od kilku dni starałem się już myśleć tylko o wyjeździe ...
więcej
Ostatni miesiąc - krótki maj
(2011-05-30, 10:00)
Ostatni miesiąc - krótki maj
Od mojego pierwszego zagranicznego startu w tym sezonie na Bike ...
więcej
GC Nowiny - 4. AMP Kielnarowa
(2011-05-17, 22:00)
GC Nowiny - 4. AMP Kielnarowa
Jak co roku w połowie maja odbywały się Akademickie Mistrzostwa ...
więcej
GC Nowiny - 3. BM Zdzieszowice i CK Strzyżów
(2011-05-10, 22:00)
GC Nowiny - 3. BM Zdzieszowice i CK Strzyżów
Po tygodniowym zgrupowaniu we Włoszech wracając zahaczyłem o dwa wyścigi: ...
więcej
MME Riva del Garda - MTBNews.pl
(2011-05-05, 22:00)
MME Riva del Garda - MTBNews.pl
Relacja z pierwszej edycji MarathonMan Europe w Riva del Garda [ITA] na ...
więcej
Copyright © 2010 Piotr Sarna All rights reserved.